Nauczmy się mówić o pobraniach

Piotr Wróbel ("Rynek Zdrowia" nr 4/4, lipiec 2005 r.)
  

W Polsce brakuje narządów, pobieranych od zmarłych dawców do przeszczepów nerek, serc, wątroby, rogówek. W 2003 roku, w przeliczeniu na 1 milion Polaków, pobrano narządy od 13,7 dawców. W tym samym czasie w Hiszpanii, w której działa najlepszy w Europie, modelowy system identyfikowania dawców, ten wskaźnik wynosił 33,8.

Nauczmy się mówić o pobraniach

- Widziałem zapłakanych ludzi dopytujących się, jak długo ich bliski będzie czekał na przeszczep nerki. Jednak, kiedy to najbliższy miałby stać się dawcą narządu, zamiast zabierać go z sobą do grobu, społeczna akceptacja nagle spada. Postępujemy niegodne - mówi Marian Oracz, dyrektor Szpitala Powiatowego we Włoszczowie (woj. świętokrzyskie).

Przez ponad rok dyrektor Oracz, wraz z ordynatorem oddziału intensywnej opieki medycznej przekonywał powiatowych radnych, aby wyrazili zgodę na ewentualne przeprowadzanie pobrań narządów w miejscowym szpitalu. - Muszę mieć zgodę na takie procedury organu założycielskiego szpitala - wyjaśnia Marian Oracz. Radni nie byli jednomyślni, ale ostatecznie, w grudniu ubiegłego roku, uchwała przeszła.

Pomagają biskupi i… seriale

W Polsce brakuje narządów - pobieranych od zmarłych dawców - do przeszczepów nerek, serc, wątroby, rogówek. To zmora wszystkich cywilizowanych krajów, w których transplantacje są powszechnie uznaną i stosowaną metodą ratowania ludzkiego życia.

- U nas stan transplantologii, wyniki i przeżycie pacjentów po przeszczepie, są takie same jak w ośrodkach europejskich i amerykańskich - ocenia profesor Wojciech Rowiński, konsultant krajowy ds. transplantologii. I dodaje: - Są jednak różnego rodzaju bariery, które różnią nasz kraj od innych, m.in. etyczno- obyczajowe.

Wątpliwości natury etycznej nie są już jednak w Polsce -  jak się wydaje - największą przeszkodą w rozwijaniu transplantacji. Decydująca staje się organizacja procedur donacyjnych, czyli dawstwa narządów. Z opinii zebranych przez "Rynek Zdrowia" wynika, że w szpitalach, gdzie przeprowadza się najwięcej pobrań, tylko 2 na 10 rodzin nie wyraża zgody na pobranie narządów od zmarłych bliskich.

- Teraz nawet mniej - potwierdza Grzegorz Saładajczyk, ordynator oddziału anestezjologii i intensywnej terapii w Szpitalu Zespolonym im. Ludwika Perzyny w Kaliszu. - Postawy ludzi zmieniają się po wypowiedziach biskupów i... emisji seriali telewizyjnych.

Tak chciała nasza córka

Romana Lorenc, koordynator donacji narządów w Specjalistycznym Szpitalu im. dr. A. Sokołowskiego w Wałbrzychu: - W tym roku na osiem pobrań mamy dwie odmowy. W ubiegłym, przez całe półrocze, były same zgody. Zdarzają się rodziny od razu zdeklarowane na "tak". Mieliśmy taką sytuację w zeszłym roku. Chodziło o młodą dziewczynę. Ku naszemu zaskoczeniu, rodzice zmarłej sami przekazali nam wolę córki: "Córka nam powiedziała, że jeżeli kiedyś stanie się jej coś złego i będzie mogła komuś pomóc podarowując narządy, to mamy spełnić jej życzenie".

Niemal codziennie gdzieś w Polsce rusza gigantyczna machina Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego ds. Transplantacji Poltransplant. Ta rządowa instytucja gromadzi dane dotyczące biorców, oczekujących na przeszczep i odbiera informacje o potencjalnych dawcach, koordynuje przekazanie narządów tam, gdzie są najbardziej potrzebne. Obowiązuje  zasada: organ do przeszczepu pobiera zespół transplantologów z tego szpitala, w którym zostanie dokonany przeszczep. Do szpitali, w których zidentyfikowano dawcę, gnają karetki wiozące zespoły pobierające narządy. Jeśli Poltransplant znalazł dawcę na drugim końcu Polski - transplantolodzy lecą samolotem.

Helikopter zbyt słaby

- Nikt, kto choć raz nie zobaczył, jak wyglada procedura identyfikowania dawcy, pobierania narządów i przeszczepiania, nie będzie wiedział do końca, o czym mówi. To jest ogromny wysiłek organizacyjny angażujący dziesiątki ludzi - opowiada Helena Zakliczyńska, koordynator programu transplantacji w Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Pobieranie narządu i jego dostarczenie do szpitala biorcy to szaleńczy wyścig z czasem. Np. wypreparowane serce zniesie tylko 4-godzinne niedokrwienie, potem jego stan gwałtownie się pogarsza.

Logistyka w warunkach polskich stwarza ogromne problemy. Ekipy ze szpitali, tam, gdzie nie mogą po narząd dotrzeć ambulansami - bo nie zdążą - lecą samolotem. Trzeba więc jeszcze dotrzeć na lotnisko komunikacyjne.

- To nie może być helikopter. Lecą 4 osoby od nas: kardiochirurg z asystą, anestezjolog i pielęgniarka. Do tego dwie skrzynie po około 100 kilogramów wagi każda. Wszystkie zespoły transplantacyjne zawsze wożą do szpitala dawcy cały swój sprzęt, np. chirurgiczne piły do mostka. Sama lodówka na serce waży około 50 kilogramów. Takiego ciężaru helikopter nie uniesie - dodaje doktor Zakliczyńska.

Europejskie porównania

Dzięki ogromnej pracy wykonanej w ostatnich kilku latach przez specjalistów z Poltransplantu, z roku na rok rośnie liczba pobrań narządów. W 2004 roku pobrań dokonano w 120 szpitalach, w 87 miastach.  Jednak nawet luminarze polskiej medycyny, którzy uczestniczyli w tworzeniu tego systemu, nie są zadowoleni z tempa zmian. Pobrań jest zbyt mało, spada liczba przeszczepianych serc.

W 2003 roku, w przeliczeniu na 1 milion Polaków, pobrano narządy od 13,7 dawców. W tym samym czasie w Hiszpanii, w której działa najlepszy w Europie, modelowy system identyfikowania dawców, ten wskaźnik wynosił 33,8. Porównanie Polski z Hiszpanią pozwala na wysnucie ciekawych wniosków, bo jest to bardzo podobny kraj pod względem liczby mieszkańców i powszechności wyznawania wiary katolickiej. Ten sam wskaźnik, np. w krajach zrzeszonych w Eurotransplancie (Austria, Belgia, Holandia, Luksemburg, Niemcy, Słowenia) to 15,2.

W Hiszpanii system działa doskonale dzięki ogromnemu zaangażowaniu lekarzy, rządu, mediów i Kościoła.

Trzeba umieć mówić

- "Jak mi ruszysz tatę, to ja cię znajdę".Taką uwagę słyszałem podczas rozmowy z pewną rodziną, kiedy prosiłem o wyrażenie zgody na pobranie narządu - przyznaje Jarosław Wilk, koordynator pobrań w Szpitalu św. Barbary w Sosnowcu. - Ludzie w obliczu tragedii mogą mówić różne rzeczy i to też trzeba rozumieć. Ten sosnowiecki szpital jest w pierwszej dziesiątce listy placówek, w których pobiera się najwięcej organów do przeszczepów. Tutaj też udaje się uzyskać jeden z największych odsetek pobrań wielonarządowych. Jeden dawca stwarza w ten sposób szansę przeżycia kilku ciężko chorym.

- Najwięcej pobrań jest tam, gdzie zespół szpitala buduje atmosferę zaufania, gdzie zgodnie z najlepszą wiedzą medyczną przewiduje, jakie są rokowania i przygotowuje rodzinę do ewentualnej tragedii - mówi z przekonaniem Jarosław Wilk. - Wyjawienie np. stopnia uszkodzenia mózgu, możliwości terapeutyczych, podobnych przypadków, czyli posługiwanie się doświadczeniem medycznym przygotowuje najbliższych do sytuacji ostatecznych.

- Budowanie dobrych kontaktów z rodziną (potencjalnego dawcy - red.) jest wielką sztuką, to element kwalifikacji zawodowych. Jeżeli zajmujemy się pacjentem w tak ciężkim stanie, to trzeba umieć o tym mówić - tłumaczy Jarosław Wilk.

Bez nadużyć

Jak ocenia profesor Wojciech Rowiński, krajowy konsultant ds. transplantologii, najczulszymi w odbiorze społecznym aspektami medycyny transplantacyjnej są dzisiaj: rozpoznanie śmierci mózgu, kwestia zgody na oddanie narządu oraz obawy co do ewentualnej komercjalizacji przeszczepów, czyli handlu organami. Na ten ostatni aspekt zwracają też uwagę lekarze, którzy realizują  procedury donacyjne.

- Nigdy nie spotkałem się ze strony rodziny z argumentem, że pacjent dalej żyje, gdyż bije jego serce. Rozumieli, że oddycha za niego respirator i nastąpiła śmierć mózgu - mówi ordynator Grzegorz Saładajczyk. - Społeczne obawy dotyczą dzisiaj głównie nadużyć. W tej atmosferze, która jest dzisiaj w Polsce, to rzeczywiście wszędzie można podejrzewać aferę. Wiemy doskonale, że polska transplantologia jest czysta. Gdyby tu doszło do nadużyć, to by się nam wszystko zawaliło. W dziesięciu polskich szpitalach - w Warszawie i Szczecinie (po dwie placówki), Opolu, Sosnowcu, Lublinie, Gdańsku, Kaliszu i Wałbrzychu pobiera się aż 40 proc. wszystkich narządów. W Polsce jest wiele szpitali teoretycznie dysponujących sporym potencjałem donacyjnym, ale tam pobrań jest wyraźnie mniej.

W województwie świętokrzyskim w minionym roku nie doszło do żadnego pobrania. Nie powołano tam też wojewódzkiego konsultanta ds. transplantologii.

Pobranie, czyli kłopot

Środowisko medyczne bardzo ostrożnie wypowiada się na temat organizacyjnych powodów, dla których liczba narządów pobieranych od zmarłych dawców jest zbyt mała. Padają argumenty o kłopotach logistycznych, słabej edukacji społecznej i nie wypowiadane wprost - o zbyt małym zaangażowaniu części środowiska medycznego. Barierą są też koszty niektórych procedur.
Np. procedura przeszczepu wątroby i  prowadzenia chorego w pierwszym roku po zabiegu, to według ministerialnych wycen koszt około 200 tysięcy złotych. Ale…

- Gdyby było więcej pobrań, to nie ma rządu, który by się nie ugiął i nie zwiększył kwoty środków na przeszczepy - zaznacza z przekonaniem profesor Janusz Wałaszewski, dyrektor "Poltransplantu".

Prof. Wałaszewski przyznaje, że pobranie narządu do przeszczepu jest wielkim wyzwaniem organizacyjnym: - To ogromny stres dla wszystkich osób zaangażowanych w procedurę. Szpitale ciężko znoszą takie nieoczekiwane wydarzenia. Szpital ma swój rytm. Tymczasem nagle musi wyłączyć salę operacyjną z planowych zabiegów, bo  będzie potrzebna do pobrania narządu. Przyjeżdża kilka zespołów, panuje ogromny ruch, który koncentruje uwagę wszystkich.

Zaraz jednak dodaje: - Organizacja tych procedur bardzo się unormowała, nie odstajemy tak dalece od przeciętnej europejskiej pod względem liczby pobrań na milion mieszkańców. To nas cieszy, aczkolwiek wiemy, że możemy zrobić więcej.

Rozpacz na klęczkach

Najwięcej narządów (w przeliczeniu na 1 milion populacji) pobiera się w szpitalach w województwach zachodniopomorskim, opolskim, dolnośląskim, mazowieckim. Najmniej - w podkarpackim, podlaskim i lubelskim, niewiele w małopolskim. Kieleckiego w ogóle nie ma w statystykach za miniony rok.

Bolesław Rylski, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Kielcach uważa, że zasadniczym powodem, dla którego tak trudno o rzeczywistych dawców w jego szpitalu, jest brak przyzwolenia rodzin. Tam 7 na 10 rodzin odmawia zgody na pobranie narządów od zmarłych bliskich.

- Potrafimy rozmawiać, tylko po prostu ludzie nie są skłonni do konstruktywnego podjęcia dyskusji na ten temat -  twierdzi Bolesław Rylski. - W swoim gabinecie miałem klękającego przed biurkiem człowieka. Tłumaczył, że brat jest w śnie  katatonicznym, on też był, wyszedł z tego i brat też wyjdzie... Nie dało się go przekonać. Brat za kilka godzin umarł. Na pobranie było już za późno.

Potrzebny koordynator

Dyrektor Rylski przyznaje, że mała liczba dawców zgłaszanych ze szpitalnych oddziałów może wynikać  i z innych przyczyn: - Oczywiście nie można mówić, że w środowisku lekarskim nie ma oporów przed wdrażaniem procedur pobrań. Lekarze angażują się w nie z dużą ostrożnością, bo atmosfera wokół służby zdrowia nie jest dobra. Ciągle słyszymy o aferach z udziałem lekarzy - tu skóry, tam doktor potasik, tu pavulon. Niektórzy odbierają to już jako nagonkę. Nie twierdzę, że środowisko nie jest bez winy. Ale to przykre, że o służbie zdrowia mówi się najczęściej tylko źle.

- Liczba pobranych narządów zależy od liczby identyfikacji dawców. Jeżeli w szpitalu jest dobrze pracujący koordynator, który nad tym czuwa, to pobrań jest więcej. On wie, że poszukiwanie dawców to jego powinność - mówi prof. Janusz Wałaszewski.
- Jestem zatrudniony w wymiarze 1/8 etatu, czyli na jedną godzinę dziennie - opisuje swój status koordynatora ds. pobrań doktor Jarosław Wilk. To i tak spory sukces, bo dyrekcje szpitali nie mają przecież w ogóle środków na etaty koordynatorów.

- Szpital biorcy płaci szpitalowi dawcy za opiekę i za zużyte materiały. Efekt jest taki, że dyrekcje szpitali, w których dokonywane są pobrania nie zawsze wypłacają pieniądze pracownikom, którzy zajmują się tymi procedurami, tłumacząc się pilniejszymi wydatkami - przyznaje dr Marek Ostrowski, konsultant wojewódzki ds. transplantologii w województwie zachodniopomorskim, gdzie w minionym roku pobrano najwięcej narządów.

Przyszłość polskiej transplantologii, jak można sądzić, zależy w dużej mierze od finansowania i wypracowania dobrego systemu donacji narządów.
- Z logicznego punktu widzenia wydaje się, że osoby, które kierują  polityką zdrowotną kraju, powinny zwiększać liczbę przeszczepień nerek, bo przeszczep poprawia jakość życia chorego i jest dwa razy tańszy niż dializoterapia - uważa profesor Leszek Pączek, prezes Polskiego Towarzystwa Transplantacyjnego.

Wątroba spektakularna

Zdaniem profesora Pączka, rośnie liczba wskazań do przeszczepiania wątroby, co wiąże się z pandemią, czyli powszechnym występowaniem zakażeń wirusowych wątroby typu C i B.
- Gwałtownie rośnie liczba pacjentów ze schyłkową niewydolnością wątroby, dla których jedynym ratunkiem będzie przeszczep. Wydaje się, że następne 5-10 lat przyniesie bardzo aktywny i spektakularny rozwój transplantologii wątroby - ocenia profesor.

Piotr Wróbel ("Rynek Zdrowia" nr 4/4, lipiec 2005 r.)

  

Nie zabieraj swoich narządów do nieba...

 "Nie zabieraj swoich narządów do nieba - one są potrzebne tu na ziemi" - pod takim hasłem Klinika Chirurgii Serca, Naczyń i Transplantologii Collegium Medium Uniwersytetu Jagiellońskiego rozpoczęła akcję edukacyjno-społeczną mającą na celu zwiększenie liczby przeszczepów serca. W tym roku w Krakowie wykonano ich tylko sześć.

"W tym roku gwałtownie spadła liczba przeszczepów w naszej klinice, głównie z powodu braku narządów do transplantacji" - powiedział w piątek PAP kierownik kliniki prof. Jerzy Sadowski. "W najlepszych pod tym względem latach wykonywaliśmy nawet po siedemdziesiąt przeszczepów serca rocznie. Natomiast w tym roku zaledwie sześć. Na przeszczep oczekuje blisko stu pacjentów nie tylko z województwa małopolskiego, ale także świętokrzyskiego i podkarpackiego. Ta liczba niestety zmniejsza się, bo oczekujący umierają" - dodał.

Krakowska Klinika Chirurgii Serca, Naczyń i Transplantologii jest największą placówką tego typu w kraju. Dysponuje 150 łóżkami, 8 salami operacyjnymi i wysokokwalifikowanym zespołem kardiochirurgów. Pięciu chirurgów może samodzielnie dokonywać przeszczepów. Takich zabiegów krakowska klinika mogłaby praktycznie wykonywać nawet po trzy w ciągu doby. Są na to pieniądze z Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia. Brak jednak dawców.

"Nasza akcja edukacyjna ma na celu przełamanie barier psychologicznych w społeczeństwie - tłumaczy prof. Jerzy Sadowski - Chodzi o społeczną akceptację i wytworzenie pozytywnego stosunku do transplantacji oraz do pobierania narządów, także wśród lekarzy. Nie zawsze zgłaszają oni dawców do Poltransplantu, który zajmuje się gromadzeniem i przekazywaniem szpitalom narządów ludzkich do transplantacji. Dlatego też apelujemy: nie zabierajcie swych narządów do nieba, bo one mogą uratować życie na ziemi".

W Polsce można pobierać narządy ludzkie do przeszczepu od każdej zmarłej osoby, chyba że wcześniej zastrzegła w centralnym rejestrze, iż nie zgadza się na to. Lekarze przed podjęciem tych czynności pytają rodzinę zmarłego o zgodę, chociaż prawnie nie jest to konieczne.

"Zawsze pytamy rodzinę o zgodę, by uniknąć procesów sądowych. Nie zawsze jednak otrzymujemy pozytywną odpowiedź. Liczymy, że nasza akcja edukacyjna zachęci rodziny zmarłych w większym niż dotąd stopniu do wyrażenia zgody na pobranie narządów do przeszczepu. Podczas kampanii rozprowadzamy także "oświadczenia woli", w których można zadeklarować przekazanie swych narządów po śmierci do transplantacji" - powiedział prof. Sadowski.

Wzory oświadczeń znajdują się na stronach internetowych: www.kardiochirurgia.net.pl lub www.nfz-krakow.pl

Patronem kampanii są: Małopolski Oddział Narodowego Funduszu Zdrowia i Poltransplant.

 

Nie zabieraj swoich nerek do nieba  

Sławomir Zagórski 13-07-2005 , ostatnia aktualizacja 13-07-2005 18:06

Aertykul ukazal sie w GW pod adresem: http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2818836.html

Wielu Polaków obawia się pobierania narządów do przeszczepów od ich zmarłych bliskich. Pomocą w rozwiązaniu tego problemu byłby wyraźny głos Kościoła katolickiego. Kapłani jednak niechętnie mówią o transplantacji

Niebawem minie 10 lat od uchwalenia w Polsce nowoczesnych przepisów regulujących zasady przeprowadzania przeszczepów. Wzorem wielu krajów europejskich przy pobieraniu narządów od zmarłych przyjęliśmy zasadę tzw. zgody domniemanej. Oznacza to, że lekarz może, po stwierdzeniu śmierci pnia mózgu, pobrać narządy do transplantacji bez pytania o zdanie najbliższej rodziny.

Jednak zwyczajowo, zarówno w Polsce jak i innych krajach w Europie, lekarze za każdym razem zwracają się do rodziny o zgodę. I tu zaczynają się schody - w wielu wypadkach rodzina zgłasza sprzeciw i do pobrania narządów nie dochodzi. W ubiegłym roku do centrum koordynującego przeszczepy - Poltransplantu - zgłoszono 696 potencjalnych dawców. W 73 przypadkach, a więc w ponad 10 proc., odstąpiono od pobrania zdrowego serca czy nerek z powodu sprzeciwu rodziny. Odsetek owych sprzeciwów był w 2004 r. najwyższy od pięciu lat.

Nieznane przeszczepy

Wydawać by się mogło, że przeszczepy nerek czy serca są techniką, z którą zdążyliśmy się na dobre oswoić i zaakceptować. W końcu już tysiące Polaków odzyskało dzięki temu zdrowie.

Niedawne badania dowodzą, że choć teoretycznie zdecydowana większość z nas przeszczepy popiera i akceptuje, zgodę na oddanie narządu zmarłej bliskiej osoby deklarować już nam znacznie trudniej. W badaniu Demoskopu z maja 2002 r. w tej pierwszej kwestii pozytywnie wypowiedziało się 78 proc. osób, w drugiej już tylko 55 proc.

Ponadto wiedza o przeszczepach jest wciąż fragmentaryczna. Z badań przeprowadzonych w 2002 r. na 1100-osobowej reprezentatywnej grupie mieszkańców Śląska wynika, że aż 72 proc. respondentów nie wie, jakie narządy można dziś przeszczepiać, nie zna też związanych z tym procedur. Z kolei badanie CBOS-u z listopada 2003 r. wykazało, iż zaledwie co piąty ankietowany potrafił określić, na czym polega zgoda domniemana.

Ludzie - jak wiadomo - najbardziej boją się nieznanego. A przeszczepy w naszym kraju najwyraźniej mieszczą się wciąż w tej kategorii.

Śmierć mózgu, śmierć ciała

- Transplantacje budziły i zawsze będą budzić silne emocje, bez względu na to, czy dokonaliśmy wcześniej dziesięciu, czy dziesięciu tysięcy zabiegów - mówi prof. Wojciech Rowiński, konsultant krajowy w dziedzinie transplantologii klinicznej. - W końcu chodzi tu o pobranie żywego narządu od osoby zmarłej lub od żyjącego dawcy. Ta skuteczna metoda leczenia ciężko chorych, dla których nie ma często innego wyjścia, wymaga akceptacji społecznej. Po to zaś, by tę akceptację osiągnąć, trzeba ze społeczeństwem rozmawiać - podkreśla Rowiński. - O czym? O trzech najbardziej czułych w odbiorze społecznym aspektach - rozpoznawaniu śmierci, obawach co do ewentualnej komercjalizacji i handlu narządami oraz kwestii samej zgody na oddanie po śmierci serca czy wątroby - przekonuje profesor.

Współczesna definicja śmierci powstała w roku 1968. Zakłada ona, że człowiek umiera w chwili, gdy umiera jego mózg. W niektórych państwach o śmierci organizmu mówi się, gdy umrze cały mózg, w innych - w tym w Polsce - gdy śmierć obejmie pień, a więc część mózgu zawiadującą krążeniem krwi, oddychaniem, trawieniem, pracą nerek, jednym słowem - wszystkimi czynnościami fizjologicznymi niewymagającymi udziału woli. Warto podkreślić, że śmierć pnia mózgu pociąga za sobą nieuchronnie śmierć pozostałych jego części, w tym odpowiedzialnej za wszelkie czynności umysłowe kory mózgowej. Ta prawidłowość nie działa natomiast w drugą stronę. Można żyć latami - jak roślina - z martwą korą mózgową i z żywym pniem mózgu umożliwiającym samodzielne oddychanie i bicie serca (tak właśnie przez 15 lat żyła zmarła niedawno Terri Schiavo).

Śmierć mózgu jest w stanie rozpoznać każdy lekarz i nie wymaga to specjalnej aparatury, o pomyłkę tu zatem naprawdę trudno. Jednym z kryteriów śmierci np. jest reakcja źrenic na światło. Jeśli pień mózgu działa, źrenice pod wpływem światła gwałtownie się kurczą, jeśli nie - tracą zdolność reakcji na światło.

Mimo że lekarze nie mają kłopotów z rozpoznaniem śmierci mózgowej, to w powszechnym mniemaniu wciąż pokutuje pogląd, że człowiek umiera w chwili, gdy przestaje bić jego serce. Tyle że nowoczesna medycyna pozwala na sztuczne podtrzymywanie krążenia i oddychania pomimo tego, że mózg umarł. I jak tu wytłumaczyć rodzinie, że ich oplątany siecią przewodów, oddychający za pomocą respiratora krewny de facto jest już w zaświatach i nigdy z nich nie powróci?

Mit handlu narządami

Jest też kwestia komercjalizacji przeszczepów. Patrząc na całość naszego życia politycznego i społecznego oraz na sytuację w służbie zdrowia, trudno dziwić się obawom Polaków co do handlu narządami i przekrętów w tej dziedzinie medycyny.

Naturalnie istnienia nieprawidłowości nikt nie jest w stanie wykluczyć, ale trzeba też przyznać że Polska - podobnie jak zdecydowana większość państw na świecie - robi wiele, by ewentualnym nieprawidłowościom zapobiec. Zarówno Światowa Organizacja Zdrowia, jak i Parlament Europejski jednogłośnie potępiają płatne przekazywanie narządów. Ustawodawstwo polskie wyraźnie zakazuje nie tylko odpłatnego oddania narządu, ale także jakichkolwiek ogłoszeń i pośrednictwa. Lekarz, który wykonałby podobny zabieg, może utracić u nas prawo wykonywania zawodu. - Jestem głęboko przekonany, że w Polsce nie było ani nie będzie handlu narządami - mówi Rowiński.

Tylko w jednym kraju na świecie oficjalnie sprzedaje się narządy za pośrednictwem agendy rządowej - w Iranie. Jednocześnie Iran jest jedynym państwem, w którym nie ma kolejki oczekujących na przeszczep nerki.

Dla porównania - w Polsce w 2004 r. dokonano 1124 transplantacji nerek. Potrzeby były blisko trzykrotnie większe.

Zmartwychwstać bez serca

Trzecim podstawowym - obok wątpliwości na temat momentu zgonu i obawy o skomercjalizowanie przeszczepów - argumentem przeciw przeszczepom jest kwestia poszanowania ciała zmarłego. Zgodnie z religią chrześcijańską ludzkiemu ciału po śmierci należy się szacunek. Czy wyjęcie z tego ciała serca, płuc, wątroby czy nerek nie jest przypadkiem jaskrawym naruszeniem czyjejś integralności? Czy taki zabieg nie uniemożliwi katolikom zmartwychwstania? Wbrew pozorom ta druga wątpliwość wcale nie jest rzadka. - Wielu ludzi nie rozumie, na czym polega zmartwychwstanie, wydaje im się, że będzie do tego potrzebne biologiczne ciało, które posiadali przed śmiercią - mówi ksiądz Jacek Prusak, krakowski jezuita i psychoterapeuta. - A przecież to ciało i tak się rozkłada. Przeszczepy z całą pewnością nie są więc "okradaniem Pana Boga" - dodaje ks. Prusak.

- To prawda, że transplantacje można uznać za naruszenie autonomii zmarłego - przyznaje prof. Rowiński. - Proszę jednak zauważyć, w jak wielu sytuacjach godzimy się na naruszenie owej autonomii - ciągnie profesor. - Dzieje się tak chociażby w przypadku szczepień ochronnych noworodków (nikt nie pyta rodziców o zgodę na nie) czy kwarantanny po powrocie z terenów objętych epidemią (wbrew woli osoby jej poddawanej). Skoro nie można narządu ani wyprodukować, ani kupić, a jego przeszczepienie może uratować innego człowieka, należałoby uzyskać zgodę społeczną na pobieranie narządów od wszystkich zmarłych, oczywiście z wyjątkiem tych, którzy zarejestrowali swój sprzeciw - przekonuje Rowiński.

Polska pod koniec 1996 r. wzorem części krajów europejskich stworzyła Centralny Rejestr Sprzeciwów. Do końca ubiegłego roku odnotowano w nim 23 249 zgłoszeń, najwięcej w grupie wiekowej 50-59 lat. W latach 1996-2003 z powodu wpisu w rejestrze trzeba było odstąpić od pobrania narządów w pięciu przypadkach.

Kościele - pomóż!

Dla wielu Polaków mających wątpliwości co do etycznej oceny przeszczepów (a dodajmy, że wątpliwości te nurtują także wielu lekarzy) niewątpliwą pomocą w ich rozwianiu byłby wyraźny głos Kościoła katolickiego w tej sprawie. Większość Polaków nie zna stanowiska Kościoła katolickiego w kwestii przeszczepów. W badaniach przeprowadzonych na Śląsku okazało się, że zaledwie 16 proc. respondentów stwierdziło, iż Kościół popiera transplantacje, 17 proc. uważa, że takiej aprobaty ze strony Kościoła nie ma, zaś 58 proc. nic nie wie na ten temat.

Kapłani niechętnie nawiązują do transplantacji podczas kazań. Zasłaniają się niewiedzą, niezrozumieniem tematu. - Kiedy okazało się, że jedynym ratunkiem dla mojego męża jest przeszczep serca, Zbyszek w pierwszej chwili był tym przerażony - mówi Jagoda spod Warszawy. - Jakże to tak, mam czekać na czyjąś śmierć? - pytał z przejęciem. Doprowadziłam do spotkania Zbyszka z księdzem, ale ten z ulgą stwierdził, że ja sama znacznie lepiej orientuję się w stanowisku papieża i Kościoła w tej sprawie i mogę je bez jego pomocy przedstawić mężowi.

O ile szeregowi kapłani w Polsce nie bardzo rozumieją powagę i istotę problemu, o tyle hierarchowie wydają się mieć poważniejsze sprawy na głowie. - Nigdy nie udało się nam uzyskać wyraźnego poparcia ze strony prymasa Glempa ani Episkopatu - mówi prof. Rowiński. - W 1988 r. wysłałem do Prymasa list z prośbą o spotkanie ze środowiskiem transplantologów - opowiada profesor. - Nie doczekałem się żadnej reakcji. Rok później ponowiłem prośbę w związku z odbywającym się kongresem naukowym. Przyszła jednozdaniowa odpowiedź, że ksiądz Prymas życzy uczestnikom powodzenia w obradach i prosi, żeby technologia nie przeważyła humanizmu.

- Rozmawiałem też z ówczesnym rektorem KUL ks. prof. Andrzejem Szostkiem i to była przerażająca rozmowa - opowiada Rowiński. - Wiozłem zaproszenie na spotkanie transplantologów, a ks. Szostek oświadczył, iż zdaje sobie sprawę z naszych problemów, ale jest głęboko przeciwny koncepcji zgody domniemanej i że to jest pole do nadużyć. Spytałem "Czy ksiądz profesor uważa, że hierarchowie polscy są lepsi niż hierarchowie portugalscy i hiszpańscy, którzy zgodę domniemaną popierają?". Rozstaliśmy się w niezgodzie.

Ksiądz prof. Szostek: - Proszę tylko nie wysnuć z tego wniosku, że jestem przeciwnikiem przeszczepów od zmarłych - mówi. - Jestem jednak nadal sceptyczny wobec koncepcji zgody domniemanej. Wolałbym, żeby była to zgoda wyrażona jasno za życia - dodaje ks. Szostek.

Innego zdania jest ksiądz Lesław Niebrój, który wkrótce po wejściu w życie ustawy o przeszczepach w kwietniu 1996 r. napisał w „Gościu Niedzielnym”: „Jej [ustawy] przyzwolenie na »zgodę domniemaną « należałby ocenić niezwykle pozytywnie. W ten sposób zakłada się, że każdy człowiek jest dobry, że jest w nim ta doza solidarności, która każe nie odmówić choremu i potrzebującemu, choćby całkiem nieznanemu człowiekowi daru z tego, co w inny sposób już służyć nie może. Państwo zaś kierujące się prawem zakładającym »zgodę domyślną « wypełnia w tym zakresie sumiennie obowiązek ochrony, za pomocą wszystkich moralnie dobrych środków, życia i zdrowia swych obywateli. A teraz potrzeba tak ukształtować nasze własne postawy, aby gest wyrażony ową »zgodą domyślną « był autentycznym i szczerym gestem każdego z nas”.

Oficjalne stanowisko Jana Pawła II w kwestii przeszczepów było wyraźnie przychylne: "Każdy przeszczep narządu ma swoje źródło w decyzji o wielkiej wartości etycznej; decyzji, aby bezinteresownie ofiarować część własnego ciała z myślą o zdrowiu i dobru innego człowieka" - nauczał Papież.

Do tego przesłania nawiązał niedawno arcybiskup Józef Życiński, jeden z nielicznych polskich hierarchów od lat otwarcie opowiadający się za przeszczepami. Życiński wystosował list pasterski do wiernych diecezji lubelskiej zachęcający do wypełniania deklaracji darowania narządów po śmierci. Sam również ją wypełnił.

Jeden dawca - sześć istnień

Podobne deklaracje (treść publikujemy poniżej) propaguje założone przez uratowanego dzięki przeszczepowi wątroby gorzowskiego dziennikarza Krzysztofa Pijarowskiego Stowarzyszenie "Życie po przeszczepie". - Stosowne podpisy złożyło już kilka tysięcy Polaków - mówi Pijarowski. Ich dokładną liczbę trudno określić, bowiem dokumentu nigdzie się nie rejestruje, lecz trzyma we własnych papierach.

Zamieszczając deklarację, a także pisząc ten artykuł, mam świadomość, że przełamywanie barier etycznych nie jest jedyną i nawet nie decydującą o kondycji polskiej transplantologii sprawą. Kondycja ta nie odbiega bowiem od ogólnego stanu służby zdrowia w Polsce, który - jak wiadomo - do najlepszych nie należy. Jestem z natury optymistą i nie tracę nadziei, że system służby zdrowia w Polsce będzie się poprawiał, a nie pogarszał, i że przeszczepy też na tym skorzystają, ale jestem również zwolennikiem robienia tego, co można, "na własnym podwórku". Dlatego apeluję do Czytelników: Ułatwcie życie nielicznym zapalonym polskim anestezjologom i transplantologom i wypełnijcie poniższą deklarację. Prawnie niczego to nie zmieni (lekarze będą nadal pytać rodzinę o zgodę), ale jeśli powiadomimy bliskich o naszej gotowości do oddania narządów po śmierci, ułatwimy życie i im, i lekarzom. A przede wszystkim możemy pomóc ciężko chorym ludziom. Pamiętajmy: każdy dawca potencjalnie jest w stanie uratować sześć istnień. Gdyby więc nie 73 zeszłoroczne sprzeciwy rodzin, żyłoby dziś i cieszyło się dobrym zdrowiem blisko pół tysiąca Polaków więcej.

Oświadczenie

Moją wolą jest, by w wypadku nagłej śmierci moje tkanki i narządy zostały przekazane do transplantacji, ratując życie innym. Informuję także, że o swej decyzji powiadomiłem moją rodzinę i najbliższych, którzy w krytycznym momencie winni ją uszanować.

czytelny podpis

 

 

W Polsce przeszczepiamy narządy od blisko 40 lat

W Polsce przeszczepiamy narządy od blisko 40 lat
 
Przeszczepianie narządów to jedna z najbardziej innowacyjnych i potrzebnych gałęzi medycyny - mówiono podczas odbywającej się w Warszawie sesji transplantologów, na której wykłady wygłosili profesorowie Ronald Kerman oraz Stanisław Stępkowski - obaj z wiodącego ośrodka transplantologicznego w Houston.

       "Przeszczepy narządów są w Polsce stosowane od blisko 40 lat. W ubiegłym roku dokonaliśmy prawie 1100 przeszczepów nerek, 200 przeszczepów wątroby, 110 przeszczepów serca i - po raz pierwszy - trzech udanych przeszczepów płuca" - mówił prof. Wojciech Rowiński z Warszawskiej Akademii Medycznej.

       Przeszczepy są skutecznym i bezpiecznym sposobem, by pomóc osobom ze schyłkową niewydolnością narządów. Dokonuje się nawet jednoczesnego przeszczepu kilku narządów.

       Nie tylko ratują życie, ale i pozwalają na normalną pracę zawodową, co mimo dużych kosztów daje oszczędności budżetowe. Transplantologia wymusiła rozwój nauk podstawowych - zwłaszcza immunologii, a jej osiągnięcia zastosowano w innych dziedzinach medycyny".

       Co przyniesie dalszy rozwój transplantologii? Prof. Ronald Kerman liczy zwłaszcza na większe rozpowszechnienie przeszczepów od żywych dawców. W porównaniu z Polakami Amerykanie o wiele częściej dokonują przeszczepów rodzinnych, a nawet wśród przyjaciół czy kolegów z pracy - gdy komuś potrzebna jest nerka. "To zasługa odpowiedniej edukacji - zajmują się nią liczne organizacje społeczne zamieszczając ogłoszenia w prasie, radiu i telewizji".

       Lepsza diagnostyka - wykrywanie przeciwciał, których obecność spowodowałaby odrzucenie - pozwoli zwiększyć odsetek udanych przeszczepów i lepiej wykorzystać dostępne narządy.

       Potęga gospodarcza i naukowa krajów zachodnich, w tym USA to rezultat konsekwentnych nakładów oraz właściwej organizacji badań. Do dziedzin traktowanych priorytetowo należy właśnie transplantologia.

       Prof. Stępkowski liczy z kolei na nowe środki immunosupresyjne o mniejszych działaniach ubocznych. Będą unieczynniać jedynie zagrażające bezpośrednio przeszczepowi limfocyty, nie powodując innych zakłóceń. W The University of Texas Medical School w Houston przez długie lata prowadzono nad tym zagadnieniem prace i wyodrębniono naturalną substancję JAK3, która pozwala na bezpieczniejsze i mniej uciążliwe zapobieganie odrzuceniu przeszczepu. Trwają również badania nad wprowadzeniem pacjenta w stan długotrwałej tolerancji dla obcej tkanki.

       W dalszej perspektywie możliwe powinno być hodowanie idealnie zgodnych tkankowo narządów do przeszczepów z komórek macierzystych pacjenta, rozwijających się w ciałach zwierząt. Natomiast techniczne protezy w rodzaju sztucznej nerki czy sztucznego serca będą stanowiły rozwiązanie przejściowe.

       Jednak nie wszystko będzie możliwe i nie wszystko powinno być wykonywane. Mimo buńczucznych zapowiedzi nikt nie zdecydował się na przeszczep twarzy, a z przeszczepami kończyn więcej jest kłopotów niż korzyści. Przeszczepy narządów płciowych - jądra czy macicy - są w Polsce zakazane prawnie i nie ma powodu tego zmieniać - mówił prof. Rowiński.(PAP)

 

Świadkowie ewangelii życia - fragmenty listu abpa J. Życińskiego z dn. 20.04.2005.

Istnieją prawdy, których doniosłość wielokrotnie podkreślał Jan Paweł II a mimo to wielu Rodaków nie zwraca na nie uwagi. Konsekwentnie głosząc ewangelię życia, w swych spotkaniach ze środowiskami medycznymi Ojciec Święty podkreślał często, że ważnym aktem miłości wobec potrzebujących bliźnich może być zarówno oddanie krwi dla ratowania ich życia, jak i zdeklarowanie gotowości oddania na przeszczep organów w przypadku własnej śmierci. Dzięki poważnemu potraktowaniu tych apeli przez wiele środowisk chrześcijańskich, udało się uratować życie osób, które wymagały transfuzji, przeszczepu serca, szpiku kostnego, nerek. Dużo chorych oczekujących jednak przeszczep spotyka się czasem z niezrozumieniem wśród najbliższej rodziny zmarłego. Nie chce ona wyrazić zgody na medyczne wykorzystanie organów, które mogłyby uratować życie bliźnich. Polska zajmuje w Europie dalekie miejsce pod względem liczby przeszczepów, mimo, iż Papież Polak przypominał bardzo często, że gotowość oddania po śmierci własnych organów na przeszczep stanowi ważną formę ofiarowania samego siebie i wyraża istotę chrześcijańskiej miłości bliźniego.

W naszych środowiskach można ciągle spotykać osoby, które nie akceptują ani transfuzji krwi, ani też ratowania życia za pomocą przeszczepów. Ich postawa, niezgodna z etyką katolicką, pozostaje wyrazem osobistych przekonań. Ci zaś, dla których autorytetem pozostaje nauczanie papieskie, mogą za pośrednictwem swych duszpasterzy złożyć deklarację o gotowości oddania organów na przeszczep, która zostanie następnie przekazana do Centralnego Rejestru. W ten sposób wyrazimy nasz odpowiedź na papieski apel, „aby kochać i szanować życie każdego człowieka, ... by w naszej epoce zapanowała wreszcie nowa kultura życia, owoc kultury prawdy i miłości” (Evangelium vitae, 77).

 

Abp Życiński: zgoda na przeszczep aktem miłości

PAP, pi 16-04-2005, 16-04-2005 15:14

Arcybiskup Józef Życiński zaproponował w sobotę duchownym, aby zachęcali wiernych do deklarowania zgody na przeszczep swoich narządów po śmierci. Zdaniem arcybiskupa byłoby to wypełnienie papieskiego nauczania

- Czymś bardzo ważnym w nauczaniu Jana Pawła II była Ewangelia życia i obrona życia. Ojciec Święty wielokrotnie podkreślał, że oddanie organów na przeszczep jest ważnym aktem miłości bliźniego - powiedział arcybiskup Życiński podczas mszy świętej dla duchowieństwa archidiecezji lubelskiej.

Metropolita zaproponował duchownym, aby rozprowadzić wśród zainteresowanych wiernych druki deklaracji oddania w razie śmierci narządów do przeszczepu, a następnie podpisane deklaracje zarejestrować.

Arcybiskup powiedział, że w Polsce wykonuje się mało przeszczepów, ponieważ jest zbyt mało dawców. Dodał, że bardzo często rodzina zmarłego nie zgadza się na przekazanie jego organów do przeszczepu.

Według metropolity lubelskiego wypełnione deklaracje "staną się znakiem chrześcijańskiej odpowiedzialności za życie kogoś zagrożonego, kto dzięki przekazanym po czyjeś śmierci organom będzie mógł żyć i działać".

Nawiązując do pojawienia się na rynku gadżetów, jak np. magnesy na lodówkę z wizerunkiem Jana Pawła II, Życiński powiedział dziennikarzom, że nie można bezkrytycznie przyjmować każdego sposobu okazywania więzi ze zmarłym Papieżem.

- Poniżej wszelkich praktyk akceptowanych w cywilizowanym świecie jest wykorzystywanie wizerunku Ojca Świętego dla celów komercyjnych. Magnesy do lodówek, wszelkiego rodzaju dekoracje, które obniżają powagę i sprowadzają do poziomu gadżetów tak drogą nam osobę, są czymś wysoce niestosownym -podkreślił arcybiskup.