134 - Primum no nocere!

Mocno zbulwersowany sytuacją osób przystępujących do egzaminu specjalizacyjnego w sesji jesiennej 2012, pozwolę sobie przypomnieć z jakimi problemami borykały się osoby zdające egzamin z anestezjologii i intensywnej terapii dokładnie rok temu. Artykuł ten został napisany przez zbulwersowanego specjalistę „starej daty” w imieniu wszystkich podchodzących do egzaminu w sesji jesiennej 2011. Niestety rozesłany do redaktorów różnych czasopism medycznych nie doczekał się nawet jednego komentarza, czy opinii. Może więc na fali obecnych problemów przypomnijmy nieco historii – czym i dlaczego jest EDA i PES, oraz o co chodzi z tą zdawalnością!

- 134 -” „Primum non nocere”! Nowe znaczenie AD 2011.

Załóżmy, że jest jesień roku 2012. Mistrzostwa Świata w piłce nożnej. XXI wiek. Środek Europy. W finale, po pierwszej połowie meczu całkowicie zmienione zostają zasady gry. Lepiej nie wyobrażajmy sobie zdania piłkarzy, opinii publicznej, dyskusji w mediach. Pomińmy też milczeniem los osoby odpowiedzialnej za podjęcie takiej decyzji. Skupmy się na sesji egzaminacyjnej – Jesień 2011. Zastanówmy się jak czują się te 134 osoby, które przed sześcioma laty zawarły pewnego rodzaju umowę z Towarzystwem Anestezjologii i Intensywnej Terapii, Izbą Lekarską wreszcie z Ministerstwem Zdrowia, a za jego pośrednictwem z Rządem Rzeczypospolitej Polskiej na wykonanie określonego zadania. W tym wypadku rozpoczęcie i zakończenie egzaminem specjalizacji II0 z anestezjologii i intensywnej terapii. Które dały z siebie wszystko by umowy tej dotrzymać. Jednocześnie uczyły się i pracowały mając też przecież życie osobiste, z którego częściowo musiały zrezygnować. Osoby którzy na tyle poważnie traktują obowiązek spłaty długu zaciągniętego wobec kraju i co ważniejsze – społeczeństwa, że nie wyjechały do krajów Unii Europejskiej - jak zrobiła to znaczna część lekarzy. A czekano tam na nie i zatrudniano bez chwili wahania!

W dużym skrócie – był egzamin, na znanych zasadach. Ustalono lepsze czy gorsze, ale znane „reguły gry”. Jedna decyzja Pani Minister, niedopracowana, bo przecież bez rozporządzeń, zmieniła wszystko. Teraz mogą być nawet dwa egzaminy, tyle tylko że „nikt nic nie wie” !!!

1. Trzy miesiące do egzaminu (01 lipiec 2011). W dniu 1 lipca 2011 roku weszła w życie Ustawa z dnia 28 kwietnia 2011 r. o zmianie ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty (Dz.U. 2011 nr 113 poz. 658), która całkowicie zmienia zasady zdawania egzaminu specjalizacyjnego z anestezjologii i intensywnej terapii, a prawdopodobnie także innych specjalizacji.

2. Dwa miesiące do egzaminu (01 sierpień 2011). Z listu Zarządu Polskiego Towarzystwa Anestezjologii i Intensywnej Terapii (PTAiT) do „134”: „ …Istnieje realna możliwość (podkreślenie własne) wydania przez Ministra Zdrowia rozporządzenia określającego wykaz egzaminów organizowanych przez europejskie towarzystwa naukowe, których złożenie z wynikiem pozytywnym jest równoważne z zaliczeniem z wynikiem pozytywnym PES (Państwowy Egzamin Specjalizacyjny) w całości albo w części przed zakończeniem najbliższej sesji egzaminacyjnej (tj. przed 30 listopada 2011 r.)

3. Dwa tygodnie do egzaminu (17 wrzesień 2011). Uprawomocnienie się wydanego przez Ministra Zdrowia rozporządzenia określającego wykaz egzaminów organizowanych przez europejskie towarzystwa naukowe (których złożenie z wynikiem pozytywnym jest równoważne z zaliczeniem z wynikiem pozytywnym PES w całości albo w części uwzględniającego egzamin EDA part II oraz EDA part I) powinno nastąpić najpóźniej dwa tygodnie przed terminem 1 października 2011 – czyli dniem egzaminu. Niestety, Minister Zdrowia nie zdążył!

4. Dwa dni do egzaminu (29 wrzesień 2011). Prezes PTAiIT w liście do zdających z dnia28.09.2011 pisze – „Zdaję sobie sprawę z trudnej sytuacji, w jakiej zostali Państwo postawieni w związku z brakiem odpowiednich regulacji prawnych pozwalających na uznanie egzaminu EDA I za równoważny z pisemną częścią PES”. I dalej - „jest szansa (podkreślenie własne) na pojawienie się rozporządzenia Ministra Zdrowia uznającego egzamin EDA I za równoważny z częścią pisemną PES”. Szansa!?

5. Dzień egzaminu (01 październik 2011). Napisali test EDA. Nie ważne – dobrze czy źle. Nie wiadomo czy będzie on zaliczony. Minister nie zdążył złożyć podpisu. Wynik egzaminu testowego będzie znany dopiero w pierwszej połowie listopada 2011. Czyli już po rozpoczęciu części ustnej egzaminu! W związku z tym chcą czy nie, muszą przystąpić do polskiej wersji egzaminu, czyli Państwowego Egzaminu Specjalizacyjnego (PES)! Zatem upraszczając, zamiast jednego stresu – dwa!

6. Pismo Zarządu Polskiego Towarzystwa Anestezjologii i Intensywnej Terapii (PTAiT) z dnia 09 sierpnia 2011 r. do zdających – „…W tym trudnym dla Państwa momencie Zarząd Główny Polskiego Towarzystwa Anestezjologii i Intensywnej Terapii nie chcąc pozbawić Państwa (134 osoby)… …możliwości zdawania w dniu 1 października 2011 roku egzaminu EDA part I podjął decyzję o pokryciu kosztów tego egzaminu przez Polskie Towarzystwo Anestezjologii i Intensywnej Terapii. Dzięki temu mają Państwo możliwość bezpłatnego przystąpienia do egzaminu EDA part I w dniu 1 października (podkreślenie własne)…”. I dalej- …” W związku z opłaceniem przez Polskie Towarzystwo Anestezjologii i Intensywnej Terapii kosztów egzaminu EDA part I - w kwocie 150 Euro od osoby - zwracam się do Państwa z prośbą o dobrowolną refundację poniesionych przez Polskie Towarzystwa Anestezjologii i Intensywnej Terapii kosztów. Wpłatę proszę przekazać na konto …”. A jeszcze dalej- „…Jednocześnie informuję, iż (…) osoby, które zdały egzamin EDA part I opłacony przez PTAiIT, a postanowią przystąpić do egzaminu EDA part II, zobowiązane są przedstawić (…) dodatkowo certyfikat PTAiIT. Wydanie tego certyfikatu uzależnione jest od refundacji kosztów poniesionych przez PTAiIT...”. (podkreślenie własne). Bez komentarza!

To, że trzy miesiące przed terminem egzaminu wchodzi ustawa, która całkowicie zmienia zasady zdawania tegoż egzaminu - delikatnie mówiąc- bardzo źle świadczy o Ministerstwie i o jego stosunku do zdających. Natomiast fakt, że Minister nie zdążył podpisać rozporządzenia określającego „wykaz egzaminów organizowanych przez europejskie towarzystwa naukowe, których złożenie z wynikiem pozytywnym jest równoważne z zaliczeniem z wynikiem pozytywnym PES” tak, aby mogło się ono uprawomocnić przed terminem egzaminu, właściwie w całości wyraża i określa stosunek Ministerstwa nie tylko do tych „134”, nie tylko do osób specjalizujących się czy planujących zdawać egzamin, ale właściwie do całego społeczeństwa medycznego!!! Bez względu na to, czy takie rozporządzenie zostanie czy nie, podpisane do końca sesji egzaminacyjnej! Myślę, że sytuacja ta może nie zdziwiłaby nikogo w Albanii, Tadżykistanie czy Wybrzeżu Kości Słoniowej!!! Ale tak się składa, że ”miejsce akcji” znajduje się w centrum Europy! I żeby było śmieszniej, w państwie które właśnie Unii Europejskiej przewodniczy!Nie wolno i nie powinno się zmieniać warunków i zasad zdawania egzaminu w czasie trwania „sesji egzaminacyjnej”, czyli po złożeniu przez młodych lekarzy dokumentów do egzaminu, którego zasady są powszechnie znane i akceptowane przez obie strony.

Przez ostatnich kilka lat, jako kierownik specjalizacji z dystansem i nie ukrywam - fascynacją podziwiałem kalejdoskop zmian zachodzących w formie i zasadach zdawania egzaminów specjalizacyjnych z anestezjologii i intensywnej terapii w naszym kraju. I to zarówno peany pochwalne płynące na przykład ze strony internistów, jak i coroczne zmiany kryteriów zaliczenia egzaminu, czy też „potworki” typu zastosowania krzywej Gausa w ustalaniu progu zaliczającego test. Poza niepotrzebnym stresem i wieloma dramatami, powodowały one, że w sesji wiosennej specjalistami zostawały osoby, które - delikatnie mówiąc - nie chciałbym, aby kogokolwiek znieczulały. Za to już w następnej sesji, testu „nie zaliczali” naprawdę mądrzy i dobrze przygotowani lekarze.

Rozumiem, że zmiany są konieczne i potrzebne. Ale niech nikogo nie krzywdzą, niech będą dobrze przygotowane i funkcjonują na znanych zasadach! Wprowadźmy je odpowiednio wcześniej! I zapoznajmy z nimi zainteresowanych!

Myślę, że osoby odpowiedzialne za powyższe zmiany miałyby niewielkie szanse na zachowanie zdrowia i życia, gdyby w podobnie poważnej sytuacji zostały potraktowane w sposób, w jaki potraktowały przyszłych anestezjologów. Nie mówię już o jasnym przesłaniu do wszystkich adeptów sztuki medycznej – „w tym kraju nigdy nie będziecie traktowani poważnie i odpowiedzialnie! Mimo że takiego właśnie traktowania pacjentów od was wymagamy!”

Przecież „gonimy” Europę. Poza sloganem, ten zwrot oznacza również że ktoś przed nami wymyślił już coś mądrego, z czego my możemy skorzystać! Wystarczy tylko dostosować formę egzaminów do naszych, polskich warunków. Nie trzeba błądzić, potykać się. Przecież wszyscy zdający mają swoje prywatne życie, rodzinę, lekarskie problemy! Nauczmy się szanować innych, jeśli sami chcemy być szanowani. Nie chcemy, nie możemy, nie potrafimy im pomóc- dobrze! Ale przynajmniej nie przeszkadzajmy. Bo łatwiej dopatrzeć się dobrych intencji i uszanować decyzję, odnosząc wrażenie, że ja też jestem szanowany.

Tak jednostronne podejmowanie decyzji o formie egzaminu jest wysoce niestosowne w stosunku do tych 134 osób, które zdecydowały się pisać test w sesji jesiennej. Stawia je w sytuacji - delikatnie mówiąc - tłumu, z którym nikt się nie liczy! Dzieli ich na „lepszych”, czy raczej mających więcej szczęścia – bo już zdali i na tych, którzy mają jeszcze ten problem przed sobą! Wreszcie, robi z państwowego przecież egzaminu – loterię! Gdy ta sama osoba, mająca taką samą ilość punktów w teście, w jednej sesji zaliczała egzamin, w następnej zaś nie! I sytuacja ta nie dotyczy obecnych rezydentów, specjalizujących się w komfortowych warunkach i za niezłe pieniądze. Ale lekarzy, którzy rozpoczęli specjalizację w warunkach deficytu anestezjologów, gdy co sprytniejsi po prostu wyjechali. Dotyczy osób, które musiały „wywalczyć” sobie najpierw miejsce stażowe, a potem kursy i szkolenia, bo przecież był „niż” anestezjologiczny! Żyły w niepewności widząc wielokrotne zmiany zasad zdawania egzaminów.

Czy jeszcze za mało było eksperymentów na adeptach tej trudnej i obciążającej psychicznie specjalizacji? Czy nie wystarczyło słów krytyki w poprzednich latach, najpierw z powodu zmieniających się praktycznie z sesji na sesję zasad zdawania egzaminów, następnie z powodu swoistych wyścigów urządzanych przez Ośrodki Akademickie w komplikowaniu i sztucznym utrudnianiu pytań egzaminacyjnych. Czy tak niewyobrażalnie trudnym jest dla osób odpowiedzialnych, stworzenie zasad i przeprowadzenie egzaminu, który zwyczajnie i po prostu będzie sprawdzał rzetelną wiedzę zdających? Gdy odpowiadając na pytanie lekarz (o mało co anestezjolog) nie będzie się musiał zastanawiać czy dwa zaprzeczenia dają potwierdzenie, nie będzie w panice domniemywał „co poeta miał na myśli” układając pytanie, lub według której z książek ma podać odpowiedź!!! Czy ustalenie kilku prostych zasad postępowania, to tak trudny, czy też tak bardzo niewygodny temat??? Czy naprawdę żadna z książek przetłumaczonych na język polski nie obejmuje całej potrzebnej anestezjologowi i intensywiście wiedzy??? Czy też może nie te książki przetłumaczyliśmy? Dlaczego w Europie, do której przecież dążymy, wymagana wiedza z anestezjologii zawarta jest w dwóch podręcznikach?! Czy naprawdę spis piśmiennictwa do egzaminu musi przypominać bibliografię artykułu naukowego – im więcej tym lepiej?!?!?! A tak na marginesie - oczywiście należy znać języki obce. Naszym obowiązkiem jest czytanie na bieżąco literatury, także angielskojęzycznej. Z jakiegoś powodu standaryzujemy nasze postępowanie medyczne. Unifikujemy sprzęt w Klinikach i Oddziałach Anestezjologii i Intensywnej Terapii. Dlatego aby zminimalizować ryzyko błędu, pomyłki! Test to przecież też „postępowanie lekarskie”! I tak samo „waży” błąd, przekłamanie czy pomyłka! A co, jeśli „niedouczony” lekarz biegle posługuje się językiem hiszpańskim, francuskim czy niemieckim, ale akurat języka angielskiego nie opanował w stopniu pozwalającym na zaczytywanie się literaturą obowiązującą - Fundamentals of Anaesthesia, Pinnock C. et al, Greenwich Medical Media, 2008. Są pewne zasady postępowania! Jeśli je łamiemy, dlaczego nie tłumaczyć książek, prowadzić konferencji naukowych, czy zdawać egzaminów w języku łacińskim? To przecież pierwotny i odwieczny język medycyny! A wydawałoby się że żyjemy w kraju Mickiewicza, Słowackiego i Norwida!

Oficjalnie wszystko jest w porządku. Wszyscy chcą jak najlepiej. Anestezjologia polska powinna czuć się zachwycona! To zapewne prawda. Szkoda tylko, że w tej bylejakości i szarzyźnie naszego polskiego piekiełka, nie tyle decyzja o wprowadzeniu możliwości zdawania egzaminu obowiązującego w Europie, ile raczej forma i czas jej wprowadzenia wywołały tak duży dyskomfort i niesmak wśród zdających. A przecież wystarczyło tylko nieco przesunąć termin wprowadzenia ustawy, aby nie wywołać zamieszania. Wystarczyło odpowiednio wcześniej poinformować zdających o opłacie egzaminacyjnej, a nikt rozsądny by jej nie zakwestionował!

Szanowna Pani Minister Zdrowia, Panie i Panowie Profesorzy, „Wysoka” Izbo Lekarska i Ty, nasze kochane Towarzystwo Anestezjologii i Intensywnej Terapii! Na Wasze dłonie składam –  w imieniu „134” - podziękowanie za opiekę, wzorzec do naśladowania i dedykuję słowa satyryka – „życie przerosło kabaret”!

A mogło by być tak pięknie. Bo ludziom rozsądnym i myślącym już w XVIII wieku wydawało się, że - „Noblesse obliqe”.

Jeszcze jedna sprawa. Myślę że w obecnych warunkach nie wypada prosić tych „134” o zwrot kosztów egzaminu. Należy stworzyć normalne, jasne i stałe zasady zdawania egzaminów. Co ważne - znane z wyprzedzeniem i akceptowane przez wszystkich. Wtedy każdy ze zdających bez problemu zapłaci wymaganą kwotę, już choćby z tego powodu, że wie za co płaci. Bo te 134 osoby podchodzą do sprawy egzaminu specjalizacyjnego bardzo poważnie. Wystarczy je zapytać, chcieć z nimi porozmawiać, lub zapoznać się z zawartością forum internetowego. Drażni ich i obraża wiele rzeczy. Choćby fakt rozpoczęcia EDA I, bardzo poważnego, europejskiego egzaminu już nie mówię, że bez uwarunkowań prawnych, ale jak zwykłej kartkówki w szkole podstawowej. Gdy pani Zosia czy Krysia wnoszą do klasy pod pachą książeczki z pytaniami egzaminacyjnymi. Powiem szczerze - bardzo mnie ta informacja zbulwersowała. A nie jestem osobą bezpośrednio zaangażowaną. Sądzę, że w dobrze pojętym interesie Komisji Egzaminacyjnej czy CEM, nie chcąc się narażać już choćby na najdelikatniejszy zarzut - o niedbałość, wymusiłbym otwarcie zapieczętowanej paczki z testami egzaminacyjnymi w obecności osób zdających! Czyż nie należy dążyć do jasnych sytuacji, bez cienia wątpliwości, ewentualnych podejrzeń o nierzetelność? Oczywiście zakładam, że było to tylko zwykłe niedopatrzenie, a nie celowa działalność! Niemniej jednak sytuację tą poddaję pod rozwagę przyszłym komisjom egzaminacyjnym!

Pozostający z szacunkiem i nadzieją na lepszą przyszłość

                                                               Anestezjolog (który już zdał)

PS 1. Nie jestem herosem. Nie chcę rewolucji. Chcę żyć i pracować w spokoju. Jednak, jak chyba każdego normalnego człowieka czasem coś mnie irytuje. O tym właśnie piszę. A że się nie podpisuję? Cóż, żyjemy tu i teraz. To, dlatego. Mam nadzieję, że list ten nikogo nie obraża na tyle aby nie mógł zostać opublikowany. Piszę go w imieniu tych „134”. Oni nie mają na to czasu.

PS 2. Do dnia 20 grudnia 2011 roku nie udało mi się odnaleźć ani w pismach ogólnodostępnych, specjalistycznych, ani też na fachowych stronach internetowych informacji o tym czy Pan Minister zdążył już podpisać stosowne rozporządzenia. Smutno.

 

Więcej artykułów z lat poprzednich w dziale Archiwum >>