Nie można nie uwzgledniać kosztów znieczulenia

Artykuł poniższy ukazał się w Pulsie Medycyny z dn. 26.11.2008. Autorem jest prof. Janusz Andres

"W nawiązaniu do ciekawej dyskusji na łamach ostatnich numerów Pulsu Medycyny - "Redaktor do ministra, czyli kobieta do kobiety", felieton Magdy Sowińskiej w nrze 16/2008, oraz "NFZ nie uwzględnia znieczulenia w kosztach porodu", list prof. Krzysztofa Czajkowskiego na temat braku refundacji kosztów znieczulenia porodu w nrze 17/2008 - pragnę wyrazić ogólne uwagi dotyczące kosztów procedur medycznych w anestezjologii i intensywnej terapii.

Każda kobieta ma prawo do znieczulenia porodu naturalnego. Nie oznacza to jednak, że każda rodząca kobieta może i musi być znieczulana w czasie porodu. Zgodnie z wytycznymi Polskiego Towarzystwa Anestezjologii i Intensywnej Terapii kwalifikacja do porodu w znieczuleniu jest wspólną decyzją specjalisty ginekologa-położnika oraz specjalisty anestezjologa w oparciu o świadomą i udokumentowaną zgodę pacjentki, która musi być poinformowana o objawach ubocznych i ewentualnych powikłaniach. Ponadto istnieją zarówno wskazania, jak i długa lista przeciwwskazań do znieczulenia porodu naturalnego, muszą być także spełnione odpowiednie warunki lokalowe, kadrowe, sprzętowe oraz dostępne określone leki.

Naiwnością jest myślenie, że znieczulenie porodu naturalnego, podobnie jak każde znieczulenie do planowej i nagłej operacji czy znieczulenie do procedury diagnostycznej, nie jest związane z kosztami. Aktualne opracowania całkowitych kosztów znieczulenia wahają się od ok. 100 złotych w przypadku krótkiego znieczulenia dożylnego do ponad 1000 złotych w przypadku kilkugodzinnego znieczulenia ogólnego z rozszerzonym monitorowaniem chorego w ciężkim stanie ogólnym. Zapewniam, że wielu ordynatorów Oddziałów Anestezjologii i Intensywnej Terapii w Polsce dokładnie liczy koszty i wie nawet to, że kaniula dożylna potrzebna do wprowadzenia do znieczulenia kosztuje 89 groszy, a gazik do odkażenia skóry przed nakłuciem 0,15 grosza. Kwoty te tylko z pozoru wydają się śmieszne, bo dla prawidłowego poznania kosztów trzeba to wiedzieć.

Niestety, problem polega na tym, że NFZ nie uwzględnia znieczulenia w kosztach operacji, natomiast są refundowane (częściowo) koszty intensywnej terapii. Powstaje fałszywe wrażenie, jakoby anestezjolog wykonując znieczulenie nie musiał liczyć się z kosztami, ponieważ nie ma refundacji kosztów znieczulenia, podczas gdy koszty intensywnej terapii są refundowane. Umieszczanie kosztów znieczulenia w tzw. budżecie chirurgicznym (bo gdzieś muszą być umieszczone) jest sytuacją powodującą konflikt interesów pomiędzy wieloma niezależnymi specjalizacjami, a także problemy organizacyjne, co w rezultacie może szkodzić dobru pacjenta.

Wszyscy jesteśmy zainteresowani stosowaniem europejskich standardów w ochronie zdrowia, do których z pewnością należy znieczulenie porodu naturalnego. Do tych standardów należy także liczenie i refundacja realnych kosztów. Pan prof. Czajkowski w liście stwierdza: "teraz żaden rozsądny położnik nie zgodzi się na to, by to on został przeszkolony w znieczulaniu". Szanowny Panie Profesorze, zapewniam Pana, iż nic nie stoi na przeszkodzie, aby koledzy położnicy podjęli specjalizację z anestezjologii i intensywnej terapii i już po 6 latach stażów specjalizacyjnych oraz zdaniu państwowego egzaminu specjalizacyjnego, który aktualnie w Polsce jest egzaminem europejskim, mogli znieczulać do porodu."